W czwartek jego opiekunowie zadzwonili do mnie, gdy po wizycie u
kolejnego weta ani nie było poprawy ani nie wiadomo było co kotu
jest.... W piątek pojechałam do Częstochowy po zdjęcia RTG i zawiozłam
je do mojego weterynarza, diagnoza - złamanie, konieczna jest operacja i
to pilnie, bo kot cierpi a mięśnie im dłużej nie są używane tym
gorzej... Mimo braków kadrowych w klinice i wariackiego okresu między
świętami a sylwestrem, mój wet zoperował Guinnessa w sobotę
Wszystko przebiegło bez żadnego problemu i mam nadzieję, że Guinness
szybko i bez żadnych komplikacji dojdzie do siebie. Był bardzo dzielny i
bardzo grzeczny, to bardzo mądry i kochany kot
no i piękny jest niesamowicie
jest ogromny, większy nawet niż mój Florianek, jest masywny, łapy ma
jak tygrys, piękną głowę z mocną kufą i piękną brodą i długimi uszami
Wygląda właściwie jak klon
dziadka Onysia z tym, ze Onyś nie jest aż tak masywnym kotem.
Charakter też ma Onysiowy, słodki, kochany, grzeczny i subtelny kot.
Guinness w swoim domu nazywany jest Onysiem i to chyba najtrafniejsze
imię dla niego, bo Guinness to w pełnym tego słowa znaczeniu Onyś Junior
No a moje M dzieciaki dzisiaj kończą 8 tygodni
Nowych fotek na razie nie będzie, bo nie miałam czasu na focenie, tak
więc dzisiaj tylko troszkę newsów z ostatniego tygodnia. W piątek 21,
jak na dzień końca świata przystało
postanowiłam, że czas najwyższy dzieci z dziecięcego pokoju wypuścić i
wprowadzić do stada. Otworzyłam więc drzwi przed czterema młodocianymi
zdobywcami i fruuuuu, poszly w długą i dawaj ganiać jako te wariaty i
zwiedzać wszystkie kąty. W trzy sekundy
obiegły już wszystko z 10 razy, opanowały moje łóżko, kuwety dorosłych
kotów. Dorosłe drapaki tez nie stanowiły dla nich żadnego wyzwania, po
prostu natychmiast śmigały mi pod samym sufitem
Każdy nowy kot, którego w międzyczasie spotykały na swojej drodze, był
przez nie z entuzjazmem witany - cześć, ale fajnie cię spotkać, sorki,
że nie mam za dużo czasu na powitania, ale patrz tam już następny nowy
kot stoi i jaki wielki - coooool! Tia... gdyby nie moja bladość i lekki
stan przedzawałowy
można by śmiało powiedzieć, że to zupełnie bezstresowe wejście do
stada, chyba najbardziej luzackie ze wszystkich dotychczasowych, bo bez
jednego nawet ułamka sekundy zastanowienia czy choćby odrobiny
konsternacji. No ale ze względu na to, że one tak wszędzie potrafią się
wdrapać, to jednak na noc i gdy jestem w pracy wracają do pokoju
dziecięcego, bo tam nie ma wysokich miejsc, z których mogły spaść, a do
operacji kolejnego połamańca jakoś zupełnie mi się nie pali... Ale gdy
wracam z pracy, otwieram drzwi do ich pokoju, to już kłębią się przy
drzwiach i wypadają jako te pociski i gnają w podskoczkach na mieszkanie
wszelkie zaległości towarzysko - zabawowe nadrabiać
A kiedy się w końcu zmeczą, to zasypiają albo wtulone w siebie
nawzajem, albo w dorosłe koty - wszyscy im się podobają tak samo i tak
samo tulą sie do Demi, Maryśki czy Florka jak i do własnej mamy
albo obklejają się na mnie
Dzieci odwiedziła tez Sierra, poznać to jej za bardzo nie poznały, bo
wszystkie trzy dziewczyny akurat spały i tylko Merlinek był na chodzie.
Sierra wzorem jamnika oblazła cały pokój brzuchem prawie po podłodze
szorując
będziemy się bawić
A gdy siadam przy komputerze cała czwórka wspina się po mojej nodze i w
większości przypadków udaje im się juz wgramolić na moje kolana