aż słabowita nieco się dzisiaj czuję
No ale powód do balangi wczoraj był niemały
W końcu zaszczepiłam Florcia
Przyplątało nam się w pewnym momencie małe przeziębionko, tzn. maleństwu zdarzało się ze trzy cztery razy kichnąć w ciągu dnia, więc mimo lekko zdumionej miny mojego weta
twierdziłam, ze kot ciężko chory i szczepienie przesuwamy
no ale reszta przeszkód to już głównie chyba z mojego strachu, że coś się może dziecku złego przy szczepieniu przydarzyć
W końcu wczoraj wzięłam byka za rogi
tzn. wzięłam dzień urlopu na szczepienie Florka
Siedziałam wetowi na karku przepisowe 2 godziny
łypiąc cały czas podejrzliwym wzrokiem na Florka
Przy okazji wysłuchałam całego wykładu, na temat możliwości wystąpienia wstrząsu po szczepieniu, z naciskiem na to jak rzadko się to przytrafia, rzadko, nie rzadko ja tam wolałam łypać
a do tego bidula
chyba uświadomił sobie po tym szzcepieniu, że lekko mieć ze mną nie będzie
szczególnie, ze nie omieszkałam, z lekka złośliwe bąknąć, żeby już zaczął się psychicznie przygotowywać, na to co będzie się działo
jak przyjdzie czas, żeby Florcia kastrować
No a mój Floruś, chyba nie bardzo świadomy mojego stanu
później chwilkę spokojnie posiedział rozglądając się z dużym zaciekawieniem, po około 10 min. zaczęła chłopaczynę brać senność, a po pół godzince wygodnie rozsiadł się na moich kolanach i co chwilkę spoglądał na mnie z miną: no ale generalnie, to po kiego diabła ty tak tego weta zanudzasz
przecież można by już iść do domu. W domu najpierw jeszcze długi czas latałam jak z pieprzem za Florkiem, no bo niby już te 2 godziny mieliśmy za sobą, no ale..
A potem padłam jak mrówka, do tego z gigantycznym bólem głowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz